poniedziałek, 15 czerwca 2009

Chmury, godziny i niderlandzi z Grenlandii...

Absolutny zgniatacz czasoprzestrzeni ;D

niedziela, 14 czerwca 2009

Limp Bizkit - Rollin'


alright partner
keep on rollin' baby
you know what time it is

Dziś w moim Kąciku Muzycznych Sentymentów nadal oscyluję wokół gitarowych brzmień, tym razem jednak z małym dodatkiem hip-hopu. Limp Bizkit to jeden z tych zespołów, które miały na mnie największy wpływ w latach 2000-2003. Przygrzmocili wtedy niesamowitą płytką "Chocolate starfish and the hot dog flavored water", która rozeszła się w ponad milionowym nakładzie już pierwszego tygodnia.

now i know
y'all be lov'in this shit right here
l.i.m.p bizkit is right here

Gorączka nie ominęła również mnie. Przyczyniła się do tego jedna piosenka, która, jak na owe czasy, powalała mnie dosłownie wszystkim (hej, miałem wtedy 15 lat). Zobaczyć teledysk do "Rollin'", to było coś. Wcześniejszych teledysków o dziwo nie widziałem do tamtej pory ("Take A Look Around" i "My Generation"). W ogóle rzadko spotykane jest to, aby z jednego albumu aż pięć piosenek doczekało się oficjalnego teledysku, jak to miało miejsce w tym przypadku (dodać "My Way" i "Boiler"). Ku niezadowoleniu domowników, z nową, czarną kasetką, opanowałem magiczne grające pudełko. Jedna tylko rzecz była w tym wszystkim do kitu - niemożliwa do odczytania czcionka z tekstami piosenek. Tzn. byłaby możliwa, gdyby nie kolorowe tło.

people in the house
put them hands in the air
cause if you don't care
then we don't care

Artystycznie, jak dla mnie, jest idealnie. Nie ma co dyskutować nad tym, do kogo ta muzyka jest skierowana. Jeśli ktoś ma zamknięty umysł na słowo "fuck", a muzyka ma dla niego wymiar jedynie relaksujący, pogrzebowy, poetycki lub dożynkowy, to niech nie czyta dalej. Jeśli chodzi o muzykę, to akurat mam dosyć rozległe horyzonty, więc zdarza mi się cieszyć michę tak przez Grechutę, jak i przez Anorexię Nervosę. "Czekoladowa rozgwiazda..." daje niezłego kopa już od początku, nawiązując do wyżej wymienionego wyrażenia. Fragment tekstu, mniej więcej ze środka piosenki Hot Dog: "If I say "Fuck", two more times, that's forty six "Fucks" in this fucked up rhyme". Liczyłem, pomylili się minimalnie. Mogłem coś przeoczyć.

1, 2, 3, times two to the six
jonesin' for your fix
of that limp bizkit mix

Warto też wspomnieć, że wśród całej masy świetnych piosenek, pojawiają się też takie mordki, jak: DMX, Method Man, Redman, Xzibit czy Scott Weiland. Psychodeliczny momentami głos Freda Dursta świetnie miesza się w mozaice dwóch odrębnych kultur muzycznych. Wykonanie "Rollin'" z tymi trzema pierwszymi jest dla mnie kultowe, zresztą jak cała płyta.
Z Limp Bizkit co prawda "wyrosłem" przez ten czas, ale uszy by mi uschły, gdybym ich w tym kąciku nie zamieścił. Sentymentów czar...

(...)
now move in,
now move out
hands up or hands down!




Ciekawostka:

Posiadałem przed zakupem "Chocolate starfish..." ich poprzednią kasetę "Significant Other", ale zupełnie tego nie skojarzyłem. Kupiłem ją wcześniej, prosząc sprzedawcę w sklepie o coś z hip-hopu i nawet się jej nie przyjrzałem - "dawaj pan". Przesłuchałem ją może 2 razy. Dopiero po jakimś czasie zobaczyłem okładki ich albumów i skojarzyłem, że mam tam gdzieś wcześniejszą. Fail.

sobota, 13 czerwca 2009

A ty ile masz stateczków?


Co takiego ciekawego jest w klikaniu po pierdyliard razy w te same kilka przycisków na niebieskim tle? Od prawie 4 lat zadaje sobie to pytanie. A dokładniej od wtedy, kiedy natknąłem się na to przeklęte Ogame. Kosmos się zatrząsł, Słońce przestało się kręcić dookoła Ziemi, Celestynka mi się wygazowała i nic już nie było takie samo.

Czasy bycia w sojuszu póki co mam za sobą. Miło wspominam spędzony tam czas i poznanych ludzi, jednak zarywanie nocek i sporo obowiązków po jakimś czasie trochę nudziło i męczyło. Natura tej gry jest zresztą pozbawiona wszelakich sentymentów. Oj tak, ileż to razy patrzyłem na płacz i zgrzytanie zębów, kiedy czyjeś kilka miesięcy pracy poszło z dymem, bo akurat zabrakło połączenia na godzinkę. Albo była burza i prąd mu wyłączyli. Albo goście przyszli i musiał z nimi siedzieć w drugim pokoju (pamiętam jeden przypadek, jak jeden z graczy z "topki" na naszym Uniwersum stracił flotkę w czasie kolacji wigilijnej ;)

Sam zresztą nie uchroniłem się parę razy przez takim zrządzeniem losu. Jedyne, co można wtedy zrobić, to biec do kogoś, kto ma internet. No ale jeśli akurat go nie ma, albo jest już późno w nocy? Można powkurzać kogoś z sojuszu, z kim wcześniej wymieniło się numerami. Dzwoniłem nie raz i sam pilnowałem wielokrotnie komuś konta, bo wiem, jaki to ból, nie móc się zalogować i łudzić się, żeby nikt nas nie przeorał. Raz było mi nawet całkiem łyso, kiedy odebrała żona takiego właśnie znajomego, w tle słychać płaczące dziecko (po głosie dało się poznać, że właśnie przerwałem jej w usypianiu berbecia), a ja do męża, żeby mi konta popilnował... '^o^

Zasady gry:
1. Zakładasz konto "Master Killer".
2. Budujesz budynki - jest ok.
3. Zaczynasz inwestować w badania - jest ok.
4. Dostajesz skana od sąsiada - na początku myślisz, że jest ok.
5. Patrzysz na galaktykę i widzisz czerwonych, białych i zielonych. Czerwoni są za silni, zieloni za słabi. Ty jesteś zielonym dla tych czerwonych, a czerwonym dla zielonych. Mamoooo, ta gra jest skomplikowana!
6. Tworzysz pierwsze stateczki, które tracisz na drugi dzień, bo sąsiad wpadł z wizytą.
7. Nienawidzisz sąsiada i chcesz mu wypowiedzieć wojnę, ale on ci mówi, że zna najlepszych graczy na tym uni i jesteś już trupem.
8. Zmieniasz nick na: "citizen 273" albo "oddam konto"
9. Budujesz kolejne stateczki, aby się odegrać i wysyłasz je na sąsiada.
10. Twoja flota nie wraca - odkrywasz, że obrona naziemna też jest pomocna.
11. Wydajesz wszystko co akurat masz na obronę.
12. Wstępujesz do sojuszu - ma 183 członków, jesteście niepokonani!
13. "Moje stateczki, moja obrona, moje surowce! Nieeeeeee...." - odkrywasz, że po przekroczeniu 5000 punktów nie ma już "czerwonych" graczy.
14. Na forum sojuszu jakiś spoko koleś o nicku "3xtErM!n4t0r666" napisał coś o robieniu "fleet save'a" na pobliskie pole zniszczeń na parę godzin z misją "zbieraj" albo nieaktywną planetkę z misją "atakuj" - Achaaaa...
15. "Moje stateczki, moja obrona, moje surowce! Nieeeeeee...." - poznajesz możliwości falangi księżycowej, wyłapującej floty, które nie lecą z księżyca.
16. Chcesz mieć księżyc!
17. Po 24. nieudanych próbach stworzenia księżyca na 1%, dajesz na mszy na tacę (jeśli jesteś niewierzącym, nawracasz się i prosisz o przebaczenie, po czym dajesz na tacę).
18. Masz księżyc! Co prawda dlatego, że net padł i straciłeś całą flotę, ale było pełne 20% (ograniczenie) na powstanie i jest! Jesteś najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
19. "Kurde, ta flotka..." - nie taka była umowa, nie dajesz już więcej na tacę (jeśli byłeś niewierzącym, od początku wiedziałeś, że tak się to skończy, "odwracasz się" znowu).
20. Zmieniasz nick na "Master Killer" i rządzisz Uniwersum.

Jeśli ktoś ma słabe nerwy, nie może usiedzieć w miejscu, jest pyskaty, traci połączenie z internetem częściej niż raz w miesiącu na cały dzień, nie lubi matematyki na poziomie windowsowego kalkulatora, ma awersję do niebieskiego koloru, spędza przy komputerze mniej niż 2h dziennie i najważniejsze - ma pod ręką dziewczynę/chłopaka, która/y wymaga bezustannego towarzystwa, niech nawet nie zaczyna w to grać! Nie będzie się bulwersować, a przy okazji denerwować innych :P

Ok, czas puścić rekreacyjnego fs'ka... :x

piątek, 12 czerwca 2009

Madonno, grzeszna Madonno...


Jedyny w Polsce koncert Madonny (15 sierpnia) wypada w Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. To nie podoba się środowiskom katolickim.

Już dawno przestałem traktować poważnie katolickie bojówki wojowniczych moherów ninja. Okazuje się bowiem, że to nieskończone źródło rozrywki, jeśli tylko podejść do tego na luzie. I dziś znowu mam z nich ubaw. Bo oto zgodziła się pewna kobiecina, sławną będąc i wyczekiwaną przez fanów, zagrać w kraju naszym skromnym, niegodnym, artystycznie zacofanym, a tu masz ci taki los!

Matka Boska zapewne przewraca się teraz w... ekhm... Matka Boska z pewnością chodzi teraz po swej chmurce i zdziera sobie włosy z głowy (całkowicie cielesnej), patrząc na Ziemię i sycząc pod nosem: "to ja dla nich... z jakimś duchem... jak opętana... 7 razy po 7 i 777... a oni teraz chcą chlać i bawić się w moje święto!". Oni. Ludzie, którzy mają takie samo prawo bawić się i śpiewać, jak inni klęczeć i wznosić modły o wieczne potępienie dla tych pierwszych. Oburzające, jak oni śmiOM.

A tak w ogóle, to która Maryja będzie się bulwersować 15 sierpnia najbardziej? Może jakiś ranking znowu? Bo Jezus miał sporo tych Boskich Matek. Matka Boska Zielna, Fatimska, Gromniczna, Siewna, Murzyńska (Czarna - o ironio - Madonna!), Kalwaryjska, (...), Rotacyjna, Posiwiała, Chichocząca, Sepleniąca, Grająca w Simsy, Lądująca Na Buli (potocznie: Matejowa), Patronka Szwaczek, Orędowniczka Noszących Komórki Na Smyczy, Wspomożycielka Uciśnionych Z TVN'u (Rurku, czemu ten różaniec...). Ach - kto by tam wszystkie zliczył! Jedno jest pewne, jak one ruszą na koncert dokonać pacyfikacji, to Madonnie nawet cycki w stożki nie pomogą.

A jest Matka Boska Tańcząca? Może ona machnie na to wszystko ręką? Z dedykacją specjalnie dla niej:

czwartek, 11 czerwca 2009

Galacticos - Reaktywacja?


Powyżej: Ale to już było...

Miarka się przebrała! Tak zapewne pomyśleli co niektórzy ludzie, z zarządu Realu Madryt. Barcelona zgarnęła w tym roku całą pulę w kraju i Europie, w dodatku ze sporą przewagą i w ładnym stylu. Tego było już chyba za wiele. Realowi sukcesów w lidze oczywiście nie brakuje, ale Ligę Mistrzów wygrali ostatnio 7 lat temu. Przez ten czas nie zdołali nawet dojść do finału, przegrywając mecze, w których byli zdecydowanymi faworytami. Tym razem ma być inaczej.

Jeśli ktoś odrobinkę interesuje się piłką nożną (ja obecnie bardziej z sentymentu), to na pewno pamięta pojęcie "Galaktycznych", które zaczęło funkcjonować dzięki Florentino Perezowi, kiedy ten został prezesem madryckiego klubu. Obiecał wtedy podczas swojej kampanii wyborczej, że sprowadzi z FC Barcelony samego Luisa Figo. Obietnicy dotrzymał. Do klubu zawitali kolejni geniusze futbolu, jak Zinedine Zidane, David Beckham, Ronaldo i Michael Owen. Mimo tego drużyna nie została czołgiem, miażdżącym wszystkich dookoła.

Wydawało by się więc, że w czasach globalnego kryzysu, koncepcja "Galacticos" nie ma żadnego sensu. A tu proszę! F. Perez powrócił na stanowisko prezesa, a na celowniku już namierzeni: Cristiano Ronaldo, Kaka, David Villa, David Silva, Xabi Alonso. Za Ronaldo jest już nawet suma - 96 mln euro! Największy transfer w historii. Czy jakiś zawodnik jest w ogóle wart tyle pieniędzy? Z jednej strony wydaje mi się to głupie, z drugiej, na takim poziomie głupców chyba nie ma i te sumy są przemyślane na późniejszy zysk. Przynajmniej z reklam, bo w kwestii sportowej, to byłbym ostrożny z szacunkami.

A ten pierwszy transfer jest mi nawet na rękę, bo jak lubię Manchester Utd., tak C. Ronaldo i Realu już nie za bardzo. Niech się zejdą, pasują do siebie ;)

środa, 10 czerwca 2009

10 Najbardziej Finezyjnych Tortur Ludzkości


Ostatnio czytałem sobie pewien artykuł o średniowiecznych torturach. Trzeba przyznać, że jeśli chodzi o zadawanie bólu drugiemu osobnikowi tego samego gatunku, ludzie są chyba najlepsi w całej Drodze Mlecznej. Jako że nie kopie się leżącego, nie będę wspominał, że prym w tym wszystkim wiodły (i gdzieniegdzie nadal wiodą) "święte" i "nieomylne" religie. Oj. No nic, przejdę do rzeczy.

Każdy zna takie "wynalazki", jak Krzesło Inkwizytorskie, Żelazna Dziewica, Hiszpańskie Buty, czy też wbijanie na pal, gotowanie żywcem, itd. Zamieszczam więc tutaj te rzadziej spotykane, mniej znane, ale na pewno nie mniej przerażające. Mój subiektywny ranking tych najbardziej "finezyjnych", przy wymyślaniu których naprawdę ktoś musiał się nieźle napocić.


9. Mankurtyzacja

Wywodzi się z bliskiego wschodu i polega na założeniu czepka na ogoloną głowę skazanego, sporządzonego ze świeżej, wilgotnej skóry wielbłąda. Następnie zakuwano go w dyby w taki sposób, aby nie mógł tego czepka ściągnąć, ani ocierać się nim o nic i wypędzano na pustynię. Pod wpływem gorąca, wielbłądzia skóra kurczyła się i uciskała mózg. Uszkodzenia były na tyle duże, że człowiek zapominał kim jest i skąd pochodzi, stając się ślepo posłusznym swemu nowemu panu.

8. Wycinanie żuchwy

Z cyklu: "niejednemu by szczęka opadła". Krótko i na temat - tortura/kara stosowana ponoć przez Majów. Nie mam dokładniejszego potwierdzenia tego sposobu, ale jestem przekonany, że ktoś to z pewnością zastosował.
Podobną do tego torturą, ale o dwa poziomy okrucieństwa niżej, był tzw. "Uśmiech z Glasgow" - nacięcie kącików ust i zadawanie silnego bólu, aby człowiek - poprzez krzyk i rozwieranie szczęki - rozrywał sobie policzki, tworząc "uśmiech od ucha do ucha" 'a la Joker z najnowszej części Batmana.

7. Piłowanie

Jako że dawniej ludzie byli mniej zaawansowani technicznie, sztuczki z przepoławianiem kogoś na pół nie były do końca bezpieczne. Stworzyło to pole do popisów dla wszelakiej maści psychopatów, którzy za młodu nie mieli żadnych "resoraków" i nie mogli pobawić się w "ciekawe, co jest w środku". Niestety nie wystarczyło im to co zobaczyli. Ci piłowani, wstrętni ludzie mieli nawyk do mdlenia, kiedy ich wnętrzności wylewały się po stole, zatem psychopaci wymyślili, że powieszą ich za nogi do góry, aby krew cały czas spływała do głowy i aby tamci nie tracili przytomności, dopóki piła nie dochodziła już od krocza do gardła. Mission accomplished? (...)

6. Obdarcie ze skóry

(...) Nie do końca. Wyżej wspomniani koneserzy ludzkiego wnętrza dokonali pewnych przeróbek swego pomysłu. Tak powstało obdzieranie ze skóry, odsłaniające wszystkie mięśnie i nieco kości, bez natychmiastowej śmierci. To zapewne w ramach pracy magisterskiej "Co krzyczy człowiek, kiedy jest mu zimno w temperaturze pokojowej i ocieka krwią". Aby ogrzać nieszczęśników, polewano ich czasem gorącą smołą.

5. Zawijanie jelita

Pamiętam scenę z filmu "Hannibal", w którym Dr Lecter nacina policjantowi brzuch i zrzuca go z balkonu, zawieszonego na sznurze za szyję. W skutek działających sił, z brzucha "rozwijają się" wszystkie jelita aż do samej ziemi.
Tatarzy wpadli na podobny pomysł już dawno temu, z tą różnicą, że z nacięcia brzucha wyciągali tylko kawałeczek jelita i przybijali go do pala. Reszta należała do samego poszkodowanego, który musiał chodzić dookoła niego, nawijając pozostałość. Dla dociekliwych - jelito cienkie ma ok. 7 m długości.

4. Przeciąganie pod kilem

Marynarze nie gęsi i swoje tortury mają. Bardziej surową metodą było też przeciągnięcie nie z burty na burtę, ale wzdłuż - od dziobu do rufy - równoznaczne w zasadzie z karą śmierci. Najczęściej ludzie po prostu tonęli, ale warto pamiętać o tym, że ich ciała były cięte na całej powierzchni przez skorupiaki, poprzyczepiane do dna statku. Okrętowy medyk mógł w razie potrzeby zarządzić więcej niż jedno takie przeciąganie.

3. Mit o Pazyfae

Pazyfae była matką m.in. słynnego Minotaura. Wg mitu, napaliła się kobiecina na świętego byka, podarowanego jej przez Posejdona. Dedal wybudował dla niej drewnianą krowę, w której się ukryła, celem oczywiście zbliżenia z owym bykiem.
A teraz wyobraźcie sobie "zabawę" w Pazyfae na rzymskich igrzyskach z dzikimi bykami i wysmarowanymi krowim śluzem niewolnicami, wszystko ku rozbawieniu tłumów. Mało?

2. Zjadanie żywcem

Do najbardziej wyszukanych sposobów znęcania się należy chyba pozostawienie człowieka "mniejszym braciom jego" do schrupania. W tym aspekcie ludzkość też wykazała się geniuszem, przez co powstały takie kaźnie, jak: przywiązanie człowieka do drzewa w pobliżu mrowiska i nasmarowanie go słodyczami, pozostawienie go również przywiązanego na pastwę wygłodniałych szczurów, czy nawet świń. Z tymi dwoma pierwszymi można było też zastosować klatkę na samą głowę. Ponoć szczury najczęściej zaczynają od oczu. Mają chyba dobre serca i chcą ludziom oszczędzić reszty tego widoku.

1. Skafizm

Można by to zaliczyć do powyższego zjadania żywcem, ale wg mnie zasługuje na osobne "wyróżnienie" za pomysłowość. Wymysł starożytnych Persów, którzy zresztą w torturach byli zaprawieni jak ta lala. Tym jednak przeszli samych siebie.
Polegało to na wyłupieniu oczu, włożeniu biedaka do czegoś w rodzaju wanny, tak aby nogi i głowa wystawały na zewnątrz i polewaniu ran mlekiem i miodem. Pozostawiano go następnie na słońcu, a muchy, zwabione zapachem łakoci, składały jajeczka w oczodołach. Wyklute larwy żywiły się powoli mózgiem. Jeden z obalonych królów konał w ten sposób ponoć 2 tygodnie.

Aż mi przyszła ochota na kanapkę z miodem :)


PS

Pewnie ktoś mądry zauważył, że w tytule jest mowa o 10. torturach, a ja podałem powyżej 9. No cóż. Uznajmy, że jeśli dotrwaliście do tego miejsca, to dodajcie torturę "0" - najbardziej wyszukaną ze wszystkich, stworzoną przeze mnie - a mianowicie czytanie tego wpisu :P
Dziękuję za uwagę.


Dopisek od autora:

Główne źródło: Wikipedia
Źródła pomocnicze (artykuły i fora, znalezione w internecie): 1 | 2 | 3 | 4 | 5

poniedziałek, 8 czerwca 2009

POszły ludy do Europy


Ziemia zadrżała, szyby z wszystkich okien wyleciały z potężnym łomotem, rozpryskując się w drobny mak, a odrzwia runęły z trzaskiem pod naporem ludu, chcącego oddać zawzięcie swój głos. Komisja, ocierając pot z czoła, wydawała karty z prędkością dźwięku, tracąc kilka wkładów w długopisach na parafki, potwierdzające odbiór karty. Nawał pracy spowodował, że komisja niemal nie ruszyła się z miejsca przez 14 godzin. Szybkie losowanie przewodniczącego zadecydowało o możliwości udania się na 15 min na obiad trojgu szczęśliwcom. Reszta błagała o dostarczenie jakichś kanapek i napojów, a sprawę utrudniały grube, szkolne mury, pozbawiające zasięgu dla sygnałów komórkowych. Komisja, odcięta od świata, musiała wzywać policję 26 razy, co przypominało przedostanie się na tyły wroga podczas ostrzału napalmowego w Wietnamie. Wielu ucierpiało.

Te wybory były całkowitym przeciwieństwem powyższego, co zresztą było oczywiste z wcześniej przeprowadzonych sondaży. Nie wiem, kto zadecydował o przeniesieniu o dwie godziny czasu głosowania, z 6.00 rano na 8.00, tym samym wyznaczając zakończenie nie na 20.00, ale na 22.00. W moim obwodzie przez te dwie ostatnie godziny przyszło może 5 osób, wliczając w to wójta, który przyszedł na mały rekonesans. Liczenie głosów poszło na szczęście dość szybko i w domu byłem jeszcze przed północą. Jak na złośliwą ironię, mnie przypadło liczenie głosów oddanych na "Partię Braci Mniejszych" (wygrali w moim obwodzie z prawie 55% poparciem). Ogólnie, jak wiadomo, wygrało PO.

Spostrzeżenia:

- Nieco błędne myślenie ludzi, że im "problem" jest od nich dalej, tym mniej ich dotyczy i można to olać. Widać to po frekwencji: wybory na wójta > na prezydenta > do sejmu > do samorządów > do parlamentu europejskiego.
- Przesunięcie czasu o 2 godziny w przypadku "ważniejszych" wyborów, jakie miało miejsce w tym przypadku, spowodowałoby, że na dokładniejsze wyniki trzeba byłoby czekać na następny dzień.
- Gazetki szkolne SĄ potrzebne. Inaczej komisja zanudziłaby się na śmierć.
- Ad. powyższe - potrzebna zmiana Konstytucji i zniwelowanie powagi wyborów o puszczenie jakiegoś chociażby radia w ich trakcie.
- Jakby mi tak codziennie płacili za nudzenie się...