Świetny, obszerny wywiad z Romanem Koseckim. Uśmiałem się sporo, a dowiedziałem jeszcze więcej.
http://sport.onet.pl/pilka-nozna/reprezentacja/ciagle-ostra-kosa,1,3182788,wiadomosc.html
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
piątek, 5 marca 2010
środa, 16 grudnia 2009
wtorek, 15 grudnia 2009
1 Gołota, 1 Mateja, 1 Najman...

Nie miałem za bardzo czasu i dopiero teraz odniosę się do tego, co wydarzyło się w piątek:
Co to do cholery miało być!? To ja czekam 2 miesiące na walkę, później oglądam parę innych w TV, aby nie przegapić tej najważniejszej, a oni mi dają 44 sekundy zabawy? O kant dupy z takim show!
A tak na poważnie, to jestem pod ogromnym wrażeniem. Szarża Pudzianowskiego wywołała u mnie całkowite zapowietrzenie i ledwo byłem w stanie wydusić z siebie "o kurwa", a było po wszystkim. Oglądałem sporo najróżniejszych walk, ale tak piekielnej siły chyba w życiu nie widziałem. Owszem, w strongmenach Pudzian rzucał jakimś Pałacem Kultury czy innymi Titanicami. Jednak noszenie stali to jedno, a prasowanie nogami stukilogramowego boksera to drugie. Jak istny słoń w składzie porcelany, gdzie Najman okazał się co najwyżej podstawką pod jogurt.
Dziś czytałem, że Dominator miałby walczyć z Fedorem Emelianenką. Ktoś chyba na głowę upadł. Może za jakieś 2 lata, jak wygra jeszcze parę walk i przyswoi nieco techniki, bo chyba każdy przyzna, że to okładanie Najmana po jego upadku dolną częścią dłoni wyglądało co najmniej dziwnie. Fajnie by było mieć gwiazdę, a może nawet mistrza MMA w Polsce, ale droga zapewne długa i bolesna. Prawie jak "spacer farmera".
Komentator też dał czadu:
- Ależ awantura!
- Ale pizdy spadają na głowę Najmana!
Tak trzymać :)
niedziela, 22 listopada 2009
Nasze Polskie Bezkrólewie

Tadaaammm! Powróciłem. Albo mi się wydaje, albo zaniedbałem ostatnio tego bloga. Ostatnio => przez 4 miesiące. Mógłbym co prawda szukać jakichś wymówek, ale nie o tym miałem pisać. Wiele się przez ten czas wydarzyło i małe podsumowanie huknę może pod koniec roku (o ile po tej notce nie zrobię sobie przerwy na kolejne 4 miechy, ha ha!).
Donaldó Tuskó wpadł dziś na, jak mu się zdaje, genialny pomysł - zniesienie powszechnych wyborów prezydenckich! Pomysł arcyciekawy, biorąc pod uwagę fakt, że i tak nie ma na kogo w tym kraju głosować. Wyobraźmy to sobie - Lud (*) by sobie spoczął, obejrzał na spokojnie niedzielną Familiadę, Jakąś Tam Melodię, urządził na spokojnie grilla, itd. Czyż to nie piękny scenariusz?
To nie wszystko! Potraficie sobie wyobrazić oszczędności Państwa? Ostatnie wybory prezydenckie kosztowały ponad 227 mln złotych, a w komisjach obwodowych zasiadło ok. ćwierć miliona osób. (**) Nie wspomnę o hekto-litro-tera-bajtonach zbędnej makulatury, która, zamiast być teraz przerabiana na srajtaśmę, mogła sobie nadal gdzieś tam rosnąć. Chociaż... może teraz brzmię jak zielony terrorysta; wymażcie ten ostatni argument.
Dość zachwytów, czas ponarzekać. Kpina iście galaktyczna - tak bym to określił. Po to właśnie ktoś obrywał po gnatach przez kilkadziesiąt lat, aby teraz Zenek Mucha mógł w tę niedzielę sobie pójść i zadecydować o losach kraju, wybierając swojego prezydenta. I wielki człon komu do tego, na kogo on zagłosuje i czy w ogóle zagłosuje. To właśnie cały urok demokracji. Pomijając nawet fakt, że cały ten bajzel jest iluzoryczny, bo przeciętny człowiek nie ma pojęcia, skąd się biorą ci kandydaci, kim oni są, czego chcą i czy mają coś w głowie. Przeciętny człowiek ogląda jedynie telewizję i widzi, kto struga z siebie większego durnia. A że dla rolnika głupa struga inteligent, to będzie głosował na "swojego". I vice versa. Niech każdy kto głosował spojrzy w lustro i powie, czy przeczytał chociażby program partii, na którą głosował, czy odbywało się to na zasadzie kolesiostwa i wyboru "mniejszego zła"?
Ja się osobiście przyznaję, że należę do tej ostatniej kategorii. Czas jednak mija, różne rzeczy się dzieją i zastanawiam się, czy to było faktycznie to mniejsze...
Anyway - z niecierpliwością czekam na czasy, kiedy Cyrk przy Wiejskiej zapadnie się pod ziemię, a na jego miejscu wyrośnie nowy, taki z kompetentnymi klaunami. Bo polityka cyrkiem będzie zawsze. Ja jednak klaunów zmieniłbym na błaznów i przywrócił Polsce reprezentatywnego króla. Takiego, który autentycznie byłby charyzmatyczny, mądry i błyskotliwy. Takiego, który miałby częściową władzę wykonawczą. Który pojechałby w dyplomację i wziął się za łby z innymi "królami". Kraj zaczął by przypominać to, czym był dawno temu i czym powinien być. Naród powinien mieć charakter, a póki co, to nie za bardzo wiadomo o co chodzi i każdy sobie rzepkę... z Tuskó na czele.
(*) Specjalnej Troski.
(**) Źródło: http://wiadomosci.polska.pl/
piątek, 10 lipca 2009
Wild Wild East

Nie cieszyć się, nie umarłem jeszcze. Za mało czasu ostatnio, żeby się zmusić do napisania czegoś na blogu. Poza tym, albo mi się wydaje, albo jakiś sezon ogórkowy nastał. Nawet portale ostatnio unikają zamieszczania durnych tytułów artykułów, albo ja po prostu nie mam szczęścia i takowych nie widzę. A może to już jesień nastała? Jesień życia mego? Zdziadziałem całkowicie ostatnio i mało co mnie w ostatnich wydarzeniach denerwuje. Ok, pomijając telenowelę z Cugier-Kotką, bo ta zadziwia już na każdym froncie - po idiotycznym spocie dla PiSu i rzekomym pobiciu przez policjantów, teraz pijana (i ciężarna ponoć) wchodzi do sądu i żąda rewanżu już na progu - tłukąc ochronę, czy tam, co tam, kto tam... stoi sobie. Nieważne. Istotny jest fakt, że skandalistka to z niej raczej żadna, ale zatrudnienie jej okazało się dla Partii Braci Mniejszych strzałem w stopę.
Co poza tym? Kilka nowych opracowań na Joe Monster, które zajmują całkiem sporo czasu i stąd te pustki w tymże, jakże, azaliż, może i blogu. Rozbawiła mnie możliwość stworzenia swojego komiksu politycznego na stronie: komiks.pluru.pl Jednego sobie nawet amatorsko wykombinowałem (klik), ale to już dla wtajemniczonych (przynajmniej w małym stopniu) w polskie realia pluralis POPiS majestatis i nie tylcis.
Wszędzie pełno teraz Bruna (kolejne wcielenia Saszy Barona Cohena). Nie każdy pewnie wie, ale ta postać pojawiła się po raz pierwszy na ekranach w 1998 roku. Mam nadzieję, że pełnometrażowy film okaże się lepszy od tych starych skeczów, ale to czas pokaże.
Ali G rzekłby: "Westside is the best", ja powiem, że mam ostatnio "bardzo dziki wschód", ale pożegnam was i tak boratowym: "High Fiveeee...!"
niedziela, 5 lipca 2009
Smacznego!

Około pięć tysięcy bażantów padło w wyniku pożaru bażanciarni w Barczy koło Kielc - poinformował rzecznik świętokrzyskiej straży pożarnej Arkadiusz Wesołowski.
Kryzys przyszedł, ludzie mniej jedzą, mniej kupują, a z bażantami trzeba coś zrobić. No dobra, nic nie sugeruję. Była niedawno ta bażanciarnia ubezpieczona? Ok, koniec. 5000 bażantów to już liczba dosyć pokaźna, więc bez żartów.
Nie piszę jednak o tym jednak dlatego, że niezamierzone grillowanie ptactwa jest ewenementem na skalę światową, ani dlatego, że mam zamiar interweniować w Amnesty International. Moją uwagę zwróciły przede wszystkim komentarze do tego newsa, a zwłaszcza jeden:
"5.5 bażanta na metrze kwadratowym, to od samego tarcia mogły się zająć. " - Pastorał Kiszony
...
Poległem przy tym absolutnie... tu jeszcze kilka:
"Ludziska, Barcza zaprasza całe Kielce na grilla
ale mi wyszło, pierwszy raz w rzyciu" - wiesiek
"Na rynku mogą pojawić się okazyjne bażanty z rożna.
Trzeba być ostrożnym przy zakupie" - wrb
"Widziałem ten pożar!
Jeden z ptaków wyróżniał się wśród innych, wynosząc ranne na własnych skrzydłach. Odkładał je w bezpieczne miejsce i wracał po następne. Normalnie bohater. Inny, któremu spłonęły jajka, brał wodę do dzioba, nadymał się i próbował walczyć z - nomen omen - czerwonym kurem. Niestety oba obserwowane egzemplarze poległy [*] [*]" - jackoo
"kurde a mialem isc na glazurowanego bazanta do restauracji" - prezes kurtyka
"I po ptokach..." - lisek
"A czemu POdpalili ? Co im bażanty przeszkadzały?" - erni
"Za głupio PISkały" - Baranom STOP
Dziękuję panom za poprawienie mi humoru. Na prawdę na onetowców zawsze można liczyć :)
PS
A tu mój nowy artykuł na JM: 10 gier, w których nie chciałbyś się znaleźć!
wtorek, 30 czerwca 2009
Księże biskupie, orła trzymasz w...?

Narzekał na wszystko i na wszystkich. Miał pretensje, że ludzie mało dawali na tacę. Stwierdził, że podobnymi nominałami, czyli niskimi, podcierano się w toalecie w czasie budowy plebani.
Jak spadać, to z wysokiej ambony! Księżulo postanowił pojechać ludziom po całości, wspominając ich po nazwiskach i wygarnąć, że za mało dawali na tacę. Brawo, przynajmniej jeden szczery, który wytoczył na pierwszy plan cały sens uczestniczenia we mszy. Mnie 20 lat doświadczenia w byciu katolikiem wystarczyło, abym zauważył, że księżom podczas mszy morda najbardziej uśmiecha się właśnie podczas zbierania kasy. Taca - kasa - kasa - taca - więcej kasy - większa taca... Sialala, nieskończona piosnka trwa, hej, siup, cztery.
Zdziwiony jestem jednak wielce. Nie wiedziałem, że ludzie w Pomorskiem są tacy hojni. Banknoty? Nieźle. Z tego, co pamiętam, u nas dominował w większości bilon. No ale województwo bardziej takie chyba biedne, więc może dlatego. W każdym bądź razie nie miał ten ksiądz tak źle z tym podcieraniem. Dopiero by grzmiał, jeśli przyszłoby mu się podcierać złotówką, albo groszówkami! A propos - czy podcieranie tyłka czymś, na czym jest godło państwowe w postaci orzełka, nie podpada pod jakiś paragraf? W każdym bądź razie - z tą złotówką przypomniała mi się scena z Człowieka Demolki i słynnymi muszelkami w ubikacji.
"Nie zapraszajcie mnie na wesela czy pogrzeby, bo i tak nie przyjadę. Może co najwyżej do dwóch, trzech osób" - uniósł się dumą na koniec swej "posługi kapłańskiej", strzelając focha iście wiekowego. Szkoda, że nie podwinął sutanny i nie pokazał wszystkim, gdzie ich ma i gdzie lądowały ich niskie nominały. Dla takiego show aż sam bym się do kościoła kiedyś wybrał. Tak więc, jeśli jakiś ksiądz przez przypadek natrafi na ten wpis i chciałby podzielić się ze światem szczerością, przestać robić dobrą minę do złej gry i ukazać prawdziwy sens swej posługi, niech da mi znać. Z chęcią przyjdę, popatrzę i za drobny procent pomacham nawet krzyżem na drogę.
Amen.
Obrazek u góry:
Jan Styka - "Kazanie św. Piotra w katakumbach"
sobota, 27 czerwca 2009
40% vs 60%

Prawie 60 proc. Polaków opowiada się za wypowiedzeniem marihuanie wojny totalnej – to najwyższy wskaźnik spośród siedmiu krajów Unii Europejskiej, w których organizacja Hungarian Civil Liberties Union zleciła przeprowadzenie badania na temat narkotyków.
Nie ma to, jak skrajna hipokryzja 60% moich radosnych krajanów znad Wisły. Czemu hipokryzja? Już podaję przykłady:
Alkohol (wódka, piwo, wino, itd.)
Szeroko dostępna używka, która w kraju zwanym "Polska", zajmuje szczególne miejsce w życiu obywateli. Ilu Polaków chleje? Nie wiadomo. Jedno jest za to pewne - próbowała znacząca większość.
A dostęp? Nieograniczony. Każdy, kto zapragnie, może spożyć. Jeśli młody nie może dostać, poprosi starszego znajomego - proste. A jakie są skutki? Zajebiście WYMOWNE. Najczęściej jednak ludziom wydaje się, że są niezniszczalni. "Co się gapisz, cwelu?" wypowiadane z ust na co dzień spokojnego chłoptasia to norma. Ile jest rodzinnych patologii, spowodowanych przez alkohol? Ilu ludzi straciło przez niego życie? Ilu oberwało od pijanej grupki cwaniaków po drodze? Ilu ludzi stoczyło się na samo dno?
Jest akcyza, państwo zarabia, CHLAĆ MOŻNA.
Papierosy
Tutaj podobnie - jest akcyza, państwo zgarnia szmal, ludzie mogą się truć legalnie. I nie chodzi już o samo to trucie. Jak ktoś chce, jego sprawa - niech pali nawet 10 paczek dziennie. Przecież każdy wie, jakie są tego skutki, a palący zwłaszcza - bo słyszy to codziennie. Chodzi o to, że dla ludzi to coś oczywistego, tak samo, jak alkohol. Dwie świętości, których nikt nie ruszy.
Przejdźmy więc do największego zła tego świata - marihuany.
Marihuana
Nie widziałem jeszcze człowieka nią opalonego, który chodziłby z "tulipanem" w ręce i terroryzował innych. Nie słyszałem, aby ktoś przychodził do domu po paleniu "zioła" i rzucał małżonkiem o szafy a dziećmi o sufit. Nic mi nie wiadomo o tym, aby ktoś palił 60 skrętów dziennie z pomarszczoną twarzą, drżącymi rękami i napadami lękowymi.
Wystarczy tylko chcieć się czegoś o niej dowiedzieć!
(Z Wikipedii)
Skutki:
"Przeprowadzone dotąd badania nie dają pewnych rezultatów co do kwestii szkodliwości oraz skutków długotrwałego przyjmowania marihuany. Pośród propagatorów i użytkowników popularna jest opinia o jej niskiej, względem innych środków, szkodliwości. Badania przeprowadzone przez Światową Organizację Zdrowia potwierdzają tę tezę, pod względem zdrowotnym uznając spożycie konopi za mniej szkodliwe, niż konsumpcję legalnych używek: tytoniu oraz alkoholu. Zawarte w marihuanie substancje nie wywołują fizycznego uzależnienia."
Nie wierzę, że aż 60% Polaków cierpi na odmóżdżenie kompletne. Trzeba więcej? Proszę:
Działanie:
"W krótkim czasie po przyjęciu THC oddziałuje na ośrodkowy układ nerwowy powodując umiarkowane zaburzenia percepcji, euforię oraz poczucie głębokiego relaksu. Ze strony układu krążenia występuje przyspieszenie akcji serca, zaś we krwi spada poziom cukru powodując zwiększenie łaknienia, tzw. "gastrofazę"."
Po ludzku:
"Muzycy są przekonani, że grają swobodnie i w natchnieniu, gawędziarze że są bardziej dowcipni i interesujący, kochankowie że ich seksualne zdolności i doznania są mocniejsze niż zwykle, a pisarze że ich wyobraźnia nie zna granic." Erich Goode, amerykański socjolog, podkreślił, że prawie wszystkie przedstawione efekty działania konopi są fanaberyjne w swej naturze – człowiek staje się "wesoły, śmieszny, pełen euforii, odprężony, hedonistyczny, zmysłowy, nierozsądny i zdecydowanie niepoważny."
Zagrożenia:
Konopie są relatywnie bezpieczne w stosunku do innych substancji psychoaktywnych, gdyż:
- bezpośrednia toksyczność marihuany jest bardzo niska,
- nie prowadzą do uzależnienia fizycznego,
- dawka śmiertelna jest szacowana na 20 000 do 40 000 pojedynczych dawek, dotąd nie odnotowano ani jednego przypadku śmiertelnego z powodu przedawkowania i praktycznie jest to niemożliwe.
Uważam, że gdyby każdy pod koniec tygodnia zapalił sobie skręta, świat byłby piękniejszy. Na serio nie wiem, czy ludzie mogą być tak ślepi, czy tylko udają. I żeby nie było - palaczem nie jestem i nie piszę tego wszystkiego z jakichś osobistych sentymentów. Poraża mnie jedynie ignorancja, głupota i kompletne olanie podstawowych faktów o tym specyfiku, zamiatając przy okazji pod dywan skutki używek legalnych.
MEGAHIPOKURWAKRYZJA
wtorek, 16 czerwca 2009
Jak to ongiś TVP po lodzie hasało

Przekombinowali? Najwidoczniej tak. Wyjaśniam, o co chodzi. Dane mi było obejrzeć kiedyś, w całkiem niedalekiej zresztą przeszłości, jakiś odcinek programu "Gwiazdy tańczą na lodzie". W pewnym momencie, oczom moim ukazała się rzecz niesłychana. Oto bowiem, w telewizji publicznej, program przerwany został reklamami. Spojrzałem po nich na logo u góry, celem upewnienia się, czy aby na pewno oglądam TVP, czy może kosmici przestawili mi antenę w ichni wymiar. Jako że telewizję oglądam jedynie przy okazji jakiegoś ciekawego wydarzenia sportowego, nie przejąłem się tym zbytnio i zapomniałem o całej sprawie. Może przepisy się zmieniły - pomyślałem. Cholera ich tam wie.
Sprawa ta wróciła jednak do mnie przed chwilą, gdy przeczytałem, że TVP ma zapłacić pół tzw. "banieczki" polskich, nieśmiganych, nowych złotych, za złamanie prawa. Jakiego? Ano takiego o zasadach uczciwej konkurencji. TVN podał ich bowiem do sądu, właśnie za ten przekręt z reklamami, przy okazji "Gwiazd, tańczących na lodzie" i innych programów, np. "Załóż się", o których istnieniu nie miałem pojęcia. Mniejsza z tym. TVP, jakie jest, (prawie) każdy widzi. Znalezienie na co dzień czegoś ciekawego do obejrzenia w ich ofercie graniczy u mnie z cudem, bo z dobranocki już wyrosłem, a wiadomości przeczytać i obejrzeć mogę na wielu portalach publicystycznych w internecie. I ja się pytam, za co ludzie płacą abonament telewizyjny i radiowy w wysokości 22 zł za miesiąc*? Posiadasz, masz płacić. ** Śmieszne i żałosne, biorąc pod uwagę fakt, że już za 11 zł można mieć najtańszy pakiet kilku polskich programów u konkurencji (wliczając w to TVP1 i TVP2, ale nawet jeśli wypadłyby przez to z tej listy, to wiele by to nie zmieniło).
A co do programu, o którym całe to zamieszanie... Irytuje mnie trochę to słowo "gwiazda" w tytule. Zresztą nie tylko w tym programie, jak wiadomo. Może się czepiam, ale "gwiazdą" w dzisiejszych czasach można nazwać tak Marylę Rodowicz, jak i Jolcię Rutowicz. Gdzie tu sens? Czy teraz wystarczy tylko błyszczeć, nie ważne jak, żeby zyskać to miano? I jak tu się dziwić, że w Polsce mamy dwie sceny rozrywki. Showbiznes, do którego pchać się trzeba tyłem, żeby odpowiedni ludzie, na odpowiednich stołkach, mieli gdzie ulokować swoje "interesy". I druga scena, czyt. ambitniejsza, sprowadzona do poziomu "undergroundu". Vanitas Vanitatum, ludu Mieszka...
* Dane z tvp.pl
** Tak, wiem, że ma się to zmienić. Ma się...
piątek, 12 czerwca 2009
Madonno, grzeszna Madonno...

Jedyny w Polsce koncert Madonny (15 sierpnia) wypada w Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. To nie podoba się środowiskom katolickim.
Już dawno przestałem traktować poważnie katolickie bojówki wojowniczych moherów ninja. Okazuje się bowiem, że to nieskończone źródło rozrywki, jeśli tylko podejść do tego na luzie. I dziś znowu mam z nich ubaw. Bo oto zgodziła się pewna kobiecina, sławną będąc i wyczekiwaną przez fanów, zagrać w kraju naszym skromnym, niegodnym, artystycznie zacofanym, a tu masz ci taki los!
Matka Boska zapewne przewraca się teraz w... ekhm... Matka Boska z pewnością chodzi teraz po swej chmurce i zdziera sobie włosy z głowy (całkowicie cielesnej), patrząc na Ziemię i sycząc pod nosem: "to ja dla nich... z jakimś duchem... jak opętana... 7 razy po 7 i 777... a oni teraz chcą chlać i bawić się w moje święto!". Oni. Ludzie, którzy mają takie samo prawo bawić się i śpiewać, jak inni klęczeć i wznosić modły o wieczne potępienie dla tych pierwszych. Oburzające, jak oni śmiOM.
A tak w ogóle, to która Maryja będzie się bulwersować 15 sierpnia najbardziej? Może jakiś ranking znowu? Bo Jezus miał sporo tych Boskich Matek. Matka Boska Zielna, Fatimska, Gromniczna, Siewna, Murzyńska (Czarna - o ironio - Madonna!), Kalwaryjska, (...), Rotacyjna, Posiwiała, Chichocząca, Sepleniąca, Grająca w Simsy, Lądująca Na Buli (potocznie: Matejowa), Patronka Szwaczek, Orędowniczka Noszących Komórki Na Smyczy, Wspomożycielka Uciśnionych Z TVN'u (Rurku, czemu ten różaniec...). Ach - kto by tam wszystkie zliczył! Jedno jest pewne, jak one ruszą na koncert dokonać pacyfikacji, to Madonnie nawet cycki w stożki nie pomogą.
A jest Matka Boska Tańcząca? Może ona machnie na to wszystko ręką? Z dedykacją specjalnie dla niej:
poniedziałek, 8 czerwca 2009
POszły ludy do Europy
Ziemia zadrżała, szyby z wszystkich okien wyleciały z potężnym łomotem, rozpryskując się w drobny mak, a odrzwia runęły z trzaskiem pod naporem ludu, chcącego oddać zawzięcie swój głos. Komisja, ocierając pot z czoła, wydawała karty z prędkością dźwięku, tracąc kilka wkładów w długopisach na parafki, potwierdzające odbiór karty. Nawał pracy spowodował, że komisja niemal nie ruszyła się z miejsca przez 14 godzin. Szybkie losowanie przewodniczącego zadecydowało o możliwości udania się na 15 min na obiad trojgu szczęśliwcom. Reszta błagała o dostarczenie jakichś kanapek i napojów, a sprawę utrudniały grube, szkolne mury, pozbawiające zasięgu dla sygnałów komórkowych. Komisja, odcięta od świata, musiała wzywać policję 26 razy, co przypominało przedostanie się na tyły wroga podczas ostrzału napalmowego w Wietnamie. Wielu ucierpiało.
Te wybory były całkowitym przeciwieństwem powyższego, co zresztą było oczywiste z wcześniej przeprowadzonych sondaży. Nie wiem, kto zadecydował o przeniesieniu o dwie godziny czasu głosowania, z 6.00 rano na 8.00, tym samym wyznaczając zakończenie nie na 20.00, ale na 22.00. W moim obwodzie przez te dwie ostatnie godziny przyszło może 5 osób, wliczając w to wójta, który przyszedł na mały rekonesans. Liczenie głosów poszło na szczęście dość szybko i w domu byłem jeszcze przed północą. Jak na złośliwą ironię, mnie przypadło liczenie głosów oddanych na "Partię Braci Mniejszych" (wygrali w moim obwodzie z prawie 55% poparciem). Ogólnie, jak wiadomo, wygrało PO.
Spostrzeżenia:
- Nieco błędne myślenie ludzi, że im "problem" jest od nich dalej, tym mniej ich dotyczy i można to olać. Widać to po frekwencji: wybory na wójta > na prezydenta > do sejmu > do samorządów > do parlamentu europejskiego.
- Przesunięcie czasu o 2 godziny w przypadku "ważniejszych" wyborów, jakie miało miejsce w tym przypadku, spowodowałoby, że na dokładniejsze wyniki trzeba byłoby czekać na następny dzień.
- Gazetki szkolne SĄ potrzebne. Inaczej komisja zanudziłaby się na śmierć.
- Ad. powyższe - potrzebna zmiana Konstytucji i zniwelowanie powagi wyborów o puszczenie jakiegoś chociażby radia w ich trakcie.
- Jakby mi tak codziennie płacili za nudzenie się...
wtorek, 2 czerwca 2009
Powołani do grzechu A.D. 325

Jeśli czyjeś uczucia religijne zostaną tym wpisem urażone, to ripostuję, gdyż mamy wolny kraj i wolność słowa, a moje uczucia religijne zostały obrażone w nie mniejszym stopniu i nie robię z tego wielkiego halo.
Tak to już jest, że po świecie chodzi całkiem pokaźna liczba pedofilów i tym podobnych jednostek. W całym tym cyrku najlepsza od lat okazuje się być jednak Wielka Nierządnica Babilońska - Kościół. Największy bastion jawnych degeneratów, ociekających i dławiących się już hipokryzją. Już widzę rozgorzałych katolików, którzy będą zaciekle bronić swoich pupili, twierdząc jak zwykle, że w tym wszystkim jest boski plan! Że to wielki test wiary. Że księża, to tacy sami ludzie jak my, zwykli śmiertelnicy i mogą czasem zgrzeszyć. Bardzo ciekawa teoria, jakże typowa dla kogoś, kto od lat tonie w swych bredniach i chwyta się ostatniej deski ratunku - okrzyku "God wills it!". Dla mnie to tylko kolejny powód, aby całą tę zabobonną, przestarzałą szopkę, spuścić raz na zawsze do kanalizacji jednym przyciskiem. Niestety, nie da się.
Wczoraj przeczytałem o pewnym księdzu (o jakże dziwnym trafem, nie pierwszy i nie ostatni zapewne raz!), który za dwa lata molestowania 13-letniej dziewczynki, dostał dwa lata więzienia w zawieszeniu i został zawieszony na 10 lat w funkcji katechety i na nauczyciela. Czemu nie jestem zaskoczony? Czyżby fakt, że żyjemy w państwie katolickim miał na to jakiś wpływ? Czy, gdyby to nie był ksiądz, tylko jakiś żul z osiedla, wyrok byłby taki sam? Jakoś mi się nie wydaje. A może to była akcja ratowania życia tego księdza? Bo jedno jest pewne - gdyby trafił do więzienia, mógłby zostać zlinczowany. Molestowanie dziecka, to coś, czego nawet skazani nie tolerują i na całym świecie zdarzają się przypadki wymierzania przez nich w takich sprawach sprawiedliwości. A to był w dodatku duchowny! Heh.
Z drugiej strony, gdy na to patrzę, pojawia się na mej twarzy szyderczy uśmiech. Widać sam jestem jakimś zboczeńcem, bo perwersyjną radość sprawia mi patrzenie, jak ta chora instytucja stacza się coraz bardziej w dół, zdemoralizowana i nie warta zaufania, krztusząca się tonami złota i świecidełek, wyssanych od zaślepionej, bezmyślnej masy błądzących owieczek. Największej rzeszy naiwniaków, jaką widział ten świat, a jednocześnie okrytej nietykalnością i uważanej za świętą. I wy, katolicy, którzy teraz to może czytacie, nie zrozumcie mnie źle. Bo założenia waszej religii były całkiem ciekawe, a to, co głosił Jezus, jest w porządku. Swoją drogą - trochę się to różniło od tego, czego się uczycie od panów w czarnych habitach, ale główny sens został zachowany. Chodzi tylko o jeden malutki szczególik, którego widać nie przewidział w swej boskości - wykorzystanie całego tego zamieszania przez politycznych uzurpatorów, którzy wzięli "ciężar" przywództwa apostolskiego na siebie, oddzielając się od "zwykłej hołoty", która od tamtej pory daje się wodzić za nos. Kolejne sobory, wyrzucanie ewangelii, które nie bardzo pasowały do wizji świętości Kościoła, masowe zmienianie treści tych istniejących, nie pomijając nawet dziesięciorga przykazań, ustalanie dogmatów, sprowadzenie roli kobiety do człowieka niższej kategorii, odizolowanie ludności od wszystkich książek, a obecnie również filmów, które jakiś sposób zmuszają do MYŚLENIA i mogą spowodować pewne wątpliwości. Tak, Kościół czuwa nad wami od setek lat, abyście czasem nie zaczęli patrzeć wyżej niż stoicie, bo to grzech. Uderzył w wasze najczulsze punkty, najważniejsze potrzeby, jak chociażby naturalna ochota do seksu, sprowadzając wszystko na poziom obrzydliwego grzechu. Zaskakujące, jak wiele można osiągnąć, zasiewając małe ziarenko strachu przed wiecznym potępieniem. Gdzie wy macie oczy, ludzie?
PS. 1
Słowo znowuż skierowane do katolików: byłbym wdzięczny nad zastanowieniem się nad tymi słowami, bo nie jesteście świętymi krowami na tym świecie, nie powinniście mieć z racji wyznania najmniejszych nawet przywilejów w tym kraju, ani w żadnym innym, bo religia to osobista sprawa każdego człowieka i nie obrażajcie się, kiedy ktoś wytknie wam błędy w myśleniu.
PS. 2
A co do księdza, wisi mi to, jakie były jego stosunki z tą dziewczynką. Nie znam tej sprawy osobiście. Mogli się kochać, mogła być tego w pełni świadoma, mogła tego chcieć - nie obchodzi mnie to. Tak samo jak to, czy jakikolwiek duchowny jest gejem, czy co tydzień jeździ do domu uciech, itp. Nie moje rybki i nie moje akwarium. Chodziło mi tylko o to, że jeśli ma być sprawiedliwość, to niech będzie na wszystkich szczeblach, bez żadnych przywilejów dla posiadanego stanowiska.
Etykiety:
Absurdy,
Nie polecam,
Polska,
Przemyślenia,
Religia
czwartek, 21 maja 2009
Skończ waść...

Są ludzie wielcy po śmierci, a są tacy, którzy są już wielkimi za życia. Jest też kategoria ludzi, którzy są, lub byli wielcy w jakiejś konkretnej dziedzinie. Wydaje im się przez to, że gdzie by nogi nie postawili, tam wyrośnie złoty kwiat. No cóż - wydaje im się.
Od pewnego czasu, do tych ludzi zdecydowanie zaliczam pana na zdjęciu powyżej. Bohater rozpamiętywanego od 35. lat meczu na Wembley. Rozumiem to, że swoje zdanie mieć należy. Mamy wolny kraj, więc każdy może psioczyć na co mu się tylko żywnie podoba. Jest tylko jedno "ale". Jeśli mamy zamiar równać z błotem każdego dookoła, wytykać błędy, wyzywać, sprowadzać do poziomu dna absolutnego i we wszystkim widzieć zło, to lepiej, żebyśmy byli wzorem mądrości i inteligencji, popartej ogromnym doświadczeniem. Bo jeśli nie będziemy, to staniemy się jeszcze gorsi od tych, kogo opluwamy.
Od paru lat już czytam wypowiedzi pana Jana Tomaszewskiego i zastanawiam się, czy jest w tym kraju mniej znerwicowany człowiek. Żółć, jaka wylewa się z niego przy każdej okazji, jest książkowym przykładem atrybutu zakompleksionego, zawistnego, małego polaczka, który sam nie potrafi ustać prosto, a z poziomu mułu rzuca zlepione pośpiesznie kałowe kulki. Oczywiście czasami uda mu się trafić w sedno rzeczy, z tym, że to i tak niewiele w całym spektrum zmienia.
Dzisiejszy artykuł na Interii pt. "Platini, odbierz Polsce Euro!" po raz kolejny potwierdza moje przypuszczenia, że kogoś chyba bardzo boli to, że zarobią inni. Cytuję:
"- Mistrzostwa Europy w Polsce? To tak jakby urządzać wesele w burdelu" i "- Jeśli w czasie przygotowań do turnieju korupcja będzie zamiatana pod dywan, to ja mam gdzieś takie mistrzostwa. Dlatego będę apelował do Michela Platiniego o to, żeby odebrał Polsce Euro 2012".
Korupcja jest niemal w każdym kraju mniej, lub bardziej widoczna. Euro natomiast, to nie tylko sprawa piłkarzy. To też sprawa milionów ludzi, dla których to historyczne zdarzenie i coś, na co czekali od dawna. Gdyby było inaczej, to takie imprezy można by urządzać w może kilku krajach świata. Takie gadanie jest już nawet nie żałosne, ale śmieszne. Załóżmy, że Platini mówi "Ok, masz rację Jasiu, zrobimy Euro gdzie indziej". Ciekaw jestem, komu wtedy wygrażałby "JasiÓ". Zapewne całej Polsce, z której zostałby deportowany w trybie natychmiastowym, aby uniknąć linczu. Nie wiem, ale tylko przypuszczam. Proponuję zatem wyluzować nieco i poczekać do tych Mistrzostw. Na pewno jakaś telewizja zaprosi na analizy meczowe. A jeszcze jak trafimy na Anglików! No, to będzie kolejna piękna retrospekcja '74. "FAKT" może poprosi o wywiad i będzie wielkie halo, bo Beenhakker zły, bo Boruc niedobry, bo polak powinien być trenerem, bo sędzia nie odgwizdał spalonego, bo duńczyk biegał z koszulką na wierzchu, bo ptaki srają na parkingu, bo barszcz czerwony był bardziej bordowszy, bo... Wstydu oszczędź.
wtorek, 19 maja 2009
Cuda na kotwicach

Czego to się człowiek nie naczyta w tych czasach. Stocznie, huty, kopalnie... Święte krowy socjalizmu, którym zawsze coś się należy. Od lat przynoszą straty, a mimo tego nadal pompuje się w nie ogromne ilości pieniędzy. W czym tkwi problem, do cholery? Stocznie do tej pory dostały ponad 12 mld złotych pomocy publicznej! (źródło: money.pl) Dziś czytałem, że potrzebują kolejnych 500 mln! Pytam się, po co? Równie dobrze można kozy karmić dolarami, zamiast trawy, bo też "zielone". Tylko że się chyba raczej nie opłaca, prawda? Unia Europejska jakoś też nie kwapi się ze zgodą na prywatyzację i narzuca im kolejne terminy i grozi karami.
Jeśli chodzi o Unię właśnie, przyznam, że ostatnimi czasy jestem tym zrzeszeniem państw bardzo zniesmaczony. Zaczynam otwierać oczy i dostrzegać pewne rzeczy, które coraz bardziej działają mi na nerwy i kojarzą mi się z jednym: uzurpatorstwem. Wszystko wskazuje na to, że zmierzamy w kierunku, z którego w '89 wyszliśmy, tylko inaczej się to teraz nazywa. Kolejne posrane pomysły i prawa zwalają z nóg, a na dłuższą metę nie można się będzie przed nimi obronić. I tak, jak już niejeden mędrzec powiedział, bogatemu się pomnoży, a biednemu jeszcze zabierze, to co ma. Bo to właśnie ci, którym ledwo starcza "do pierwszego" (czyli dosyć pokaźna liczba w kraju), będą płakać, wraz z wejściem do strefy euro.
Starym państwom Unii nasza stocznia zresztą bardzo przeszkadza, bo może odebrać zyski ich stoczniom. Z tego też względu ta upadłość jest im raczej na rękę - nazywajmy rzeczy po imieniu. Może to jednak nie jest zły pomysł, bo te 12 mld złotych i kolejne, płaci nie kto inny, jak podatnicy! To oznacza, że każdy pracownik (a było/jest ich tam ok. 50,000 w całym okręgu przedsiębiorczym) teoretycznie, przez 10 ostatnich lat, utopił 240,000 zł z prywatnych pieniędzy innych ludzi. Oczywiście mówię "teoretycznie", bo ci, którzy tam pracują, tych pieniędzy nie widzieli. Swoją drogą - kto do takiego stanu dopuścił? Samo się chyba nie zrobiło? Jakoś w innych państwach stocznie huczą i buczą, statki powstają i kupcy są. Litości...
Z jednej strony wisi mi to, bo mnie to bezpośrednio nie dotyczy. Z drugiej strony denerwuje mnie to wszystko i nieco żal mi ludzi, którzy przez całe to zamieszanie stracą pracę. I jak się do tego wszystkiego odnieść? Szkoda tego wszystkiego, ale nie może być też tak, że lud będzie wykładał ze swojej kieszeni po wsze czasy na problemy innych. Oczywiście parę nowych kościołów można wybudować, co by jakiś cud może wymodlić.
niedziela, 17 maja 2009
Eurocrap 2009

Balladami Europy nie zawojujemy. Raz udało się Edytce zająć trzecie miejsce i to byłoby na tyle. Nie rozumiem ludzi, którzy wybierają u nas przedstawicieli na ten pseudo konkurs. Skoro nie liczy się tam ani talent, ani głos, tylko dobre show, to proponuję wysłać kogoś, kto pokręci gołym cyckiem na wszystkie strony, krzyknie parę wpadających w ucho sloganów "hop, siup, bawmy się" i po problemie. Czy aby na pewno? No nie do końca. Niektóre kraje nigdy nie wygrają, bo sąsiedzi za nimi nie przepadają. Albo nie mają sąsiadów, jak Islandia np. I tak oto z założenia prestiżowy konkurs staje się niczym więcej, jak ograną do bólu, żenującą, cukierkową komerchą, poziomem odstająca jedynie od wszelakich "jukendensów, śpiewających na lodzie". Co do tych, może bym się tak nie czepiał, gdyby nie jedno słowo z nimi powiązane - Gwiazdy. Słowo to tak bardzo się zdewaluowało, że teraz gwiazdą może być każdy, kogo ryj był chociaż epizodem w drugorzędnej polskiej "superprodukcji". Co ciekawe, wygraliśmy Eurowizję taneczną w 2008 r. Cieszę się zatem i ubolewam jednocześnie nad poziomem innych uczestników z Europy.
A wracając do wątku głównego, powiem szczerze, co o tym myślę. Dobra robota. Co prawda nie mamy szans na wygranie, ale piosenki są ładnie zaśpiewane, choreografia też niczego sobie. Lidzia głosik ma całkiem niezły, w tamtym roku Isis też całkiem nieźle wypadła, wszystko przypomina właśnie to, co powinno - piosenkę. To nie w nas tkwi problem, ale w formule tego europejskiego festiwalu kiczu. Dotyczy to też innych krajów, które pozostały przy chęci pokazania piosenki, a nie show. I to całkiem obiektywna opinia, brak mi uczuć do odczuwania tutaj jakiejkolwiek dumy narodowej. Czy ktoś w ogóle wybił się na tyle ze zwycięzców, aby mówiło się o nich więcej, niż w kontekście Eurowizji? Przypominam sobie tylko fiński Lordi, który potrafił wywrócić do góry nogami chociaż na chwilę ten blichtr. Za to kocham finów. Co poza tym? G**no. Crap. Shit. Gwiazdki jednej piosenki. I choć piosenkę wykonał całkiem niezłą i skoczną (a jakże), nie wróżę panu Rybakowi większej sławy w świecie. Ciekawe, co będzie za rok.
Etykiety:
Muzyka Ogólnie,
Nie polecam,
Polska,
Świat
czwartek, 14 maja 2009
Polaku, wylecz się sam

No i przyszedł ten moment, kiedy musiałem zmierzyć się z polską służbą zdrowia w formie poważniejszej niż jakieś tam przeziębienie, oko w oko, sam na sam. Dzielnie odpierać ataki, znosić trudy czekania i chodzenia od okienka do okienka. Dziwne, że dopiero w takim wieku, ale wcale nie narzekam z tego powodu. Zwiedziłem tych okienek łącznie cztery w dwóch urzędach, oddalonych od siebie o pół miasta. Dałem radę. Przyznam nawet, że myślałem, iż będzie gorzej.
Trafiłem raczej na dobry dzień, bo pani z rejestracji okazała się bardzo miła i nad wyraz wyrozumiała dla kompletnego laika. Co prawda dzięki niej musiałem później taszczyć swą rzyć po zaświadczenie o ubezpieczeniu, ale przynajmniej nie krzyczała i pozwoliła widzieć się z lekarzem. Druga pani przy rentgenie również okazała się bardzo życzliwa i dosyć wesoła (cyt. "proszę sobie to założyć, to na klejnoty"). Dwa razy chodziłem przybierać dziwne pozycje na stole, bo doktor za cholerę nie mógł zauważyć, w czym problem. Za drugim razem widać załapał o co chodzi, bo zaczął dużo mówić, że faktycznie, że coś jest na prawej nodze, pokazywał mi to na prześwietleniu, itd. Niestety, niechcący sprowadziłem go na ziemię moją bezczelną uwagą, że to przecież w lewej nodze tkwi problem. Z góry przepraszam, być może się niepotrzebnie naraziłem, no ale tak już bywa.
Suma sumarum, okazało się, że nie muszę być póki co cięty. Z pierwszego starcia z NFZ wyszedłem zatem zwycięski. I obym nie miał okazji znaleźć się tam ponownie.
środa, 13 maja 2009
UEFA kalosz?

To będzie bajka o tym, jak to Smok Wawelski na hałdzie koksu zasiadł i rzewnie zapłakał.
Ktoś musiał odpaść, tak to już w życiu jest. Mowa oczywiście o naszych miastach na Euro 2012. Przyznam jednak, że nie spodziewałem się porażki Krakowa. Chciałbym zobaczyć jakiś raport, czym głównie kierowała się UEFA przy wyborze. Tak z czystej ciekawości, nie doszukuje się politycznego "kolesiostwa". Z jednej strony pewniakami wydawały się być Gdańsk, Chorzów i właśnie Kraków, a z drugiej strony wizja naszych zachodnich, rozwijających się miast - Poznania i Wrocławia - była również ciekawą alternatywą. Warszawy tutaj nie wspomnę w ogóle, bo to stolica i od początku było wiadomo, że Euro tam będzie. Co zresztą niejednokrotnie potwierdzał Platini.
Teraz przez tydzień będą się pojawiać krzykliwe artykuły, gdzie każdy będzie szukał winnych. Coś mi się wydaje, że Ruch Autonomii Śląska zyska też paru nowych zwolenników. No bo jak tak było można pominąć dotychczasowy Stadion Narodowy? Patrząc tylko pod kątem stadionu i sentymentów, Chorzów miał dla mnie właśnie najmniejsze szanse. Stadion Śląski ma fatalny układ trybun i jest po prostu brzydki. I zadaszenie wcale nie doda mu +10 punktów do piękna. Gdybym miał porównywać do wybranej czwórki, porównałbym go ze stadionem w Poznaniu. Tamten jest może nieco skromniejszy, ale przynajmniej używany na co dzień.
Inna sprawa jest z Krakowem. Zawaliła chyba infrastruktura i położenie stadionu Wisły. Zresztą sam obiekt też w projektach nie zachwyca. Gdyby zdecydowano się wybudować nowy, na spółkę Wisły z Cracovią, porzucając na chwilę próżność (przykład włoskiego San Siro pokazuje, że dwaj odwieczni rywale mogą grać w tym samym miejscu), pewnie coś by z tego było. A tak padło na Wrocław, który będzie miał zapewne wszystko "cacy, niuśkie, nie śmigane".
Gdańsk pomijam w porównaniach, bo jego wybór był dla mnie tak samo pewny, jak Warszawy. Raz, że miejsce ładne, dwa, że to miasto Tuska (wybaczcie, nie mogłem się powstrzymać ;), a trzy - Baltic Arena! Trzeba przyznać, że projekt robi wrażenie. Wydaje mi się nawet, że "Bursztynek" będzie jednym z najładniejszych stadionów świata, no ale zobaczymy.
Pomijając już wspomniany fakt, że zdziwiłem się brakiem dawnej stolicy na Turnieju (sentymenty, nic więcej), uważam ten wybór za bardzo słuszny. Myślę też, że jakoś damy radę z całym tym przedsięwzięciem. Jedyne o co się martwię, to o drogi i... Ukrainę.
P.S.
Pominąłem też wszelakie dywagacje na temat stanu parkingów, hoteli, zaopatrzenia, komunikacji, atrakcji turystycznych, itd., gdyż:
- nie śledzę takich informacji zbyt dokładnie,
- uważam, że w większości przypadków, stoją na tym samym (ujdzie w tłumie, ale się polepszy) poziomie wszędzie.
niedziela, 10 maja 2009
Dobry olej - olej system

Oj, nadal bez punktów nasz rodzynek w Formule 1. Szansa była, ale jak na złość, trzeba będzie jeszcze poczekać. Kątem oka śledzę, cóż się tam dzieje w tym najdroższym sporcie świata. Tak jak i pewnie większość polaków "znawców", którzy do czasu pojawienia się Roberta Kubicy nie wiedzieli o tym sporcie nic. Ja nie wiedziałem. I nadal niewiele wiem. Ale zawsze jakoś to miło, że to "nasz" kierowca, z polskiej ziemi. Bo kogóż by obchodziło, że tak naprawdę tylko dzięki włochom mógł się wybić i jego talent mógł być zauważony? Kogóż obchodzi to, że zanim został sławny, każdy go w Polsce olewał? No właśnie. Teraz każdemu "należą się" jego zwycięstwa i sukcesy.
Szczerze faceta podziwiam. Za to, jak go potraktowano, nie zdziwiłbym się wcale, gdyby jeździł pod flagą Włoch. I nie miałbym mu tego za złe. Mimo tego, cały czas podkreśla, że jest polakiem i to jest jego ojczyzna i dom. Nie mądrzy się, nie szpanuje, trzyma się z dala od natrętów medialnych i wyraźnie się denerwuje, jak zadaje mu się te same durne pytania za każdym razem. Świetna osobowość.
Ten sezon jest zadziwiający. Debiutancki zespół z wyścigu na wyścig zgarnia niemal całą pulę punktową, a grube ryby nie mogą wyjść z dołka, w jakim się niespodziewanie znalazły. Wreszcie coś zaczęło się dziać. Objawia się to też niestety na forach wszelakich portali informacyjnych, gdzie wyjący z żalu i zawiści, dzielni nasi krajanie, mieszają człowieka z błotem. Dobrze, że Małysz i Kubica zaczynają sezony na zmianę, bo nie wiedzieliby, na kim się bardziej skupić. I jeszcze ten niemiec, Heidfeld, dojechał do mety wcześniej...
Nie lubimy być realistami.

(Sonda - źródło: Onet.pl)
sobota, 9 maja 2009
Gdy rozum śpi...

Ludzie nigdy nie przestaną mnie zaskakiwać. Zwłaszcza katolicy. Chyba żadna religia na świecie nie ma takich zastępów ciemnoty, proporcjonalnej do zaawansowania technologicznego kultury w swoich szeregach. Dla niektórych czas zatrzymał się dobitnie w epoce Łokietka i musi chyba minąć jeszcze sporo zim, żeby pokolenie mistyków radiowych wąchało na dobre kwiatki od tyłka strony.
Gdzież to jeszcze nie widziano wizerunków świętych? Przypomnijmy sobie zatem cały poczet! Raczyli się owi „święci” z woli Pana ukazywać na tostach, plasterku cytryny, szybach, pierogach, skałach, blasze po pizzy, 665. drzewach (jeszcze jedno i będzie Armageddon!), płatkach róży, rezonansie magnetycznym mózgu, mapach GoogleEarth i tyłku psa. Diabły z kolei są bardziej rozrywkowe, bo zawsze pojawiają się w dymie, jak się coś fura. Widać – tradycjonaliści.
Wczoraj na Dzienniku (stamtąd też zdjęcie) pojawiło się kolejne doniesienie o wiernych, zgromadzonych dookoła wyschniętego sęka i klepiących „zdrowaśki”. Jak to ktoś określił: Polacy – Lud Specjalnej Troski. Szlocham zatem, ni to z żalu, ni to ze śmiechu, kręcąc głową w melodii „Ludu, mój ludu! Cóżem ci uczynił…?”.
Zaraz, czy nie napisałem, że po jeszcze jednym drzewie będz……. <~user disconnected due to giant assache caused by rapid instant IMMA CHARGIN MAH LAZER from wrong side>
poniedziałek, 4 maja 2009
Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród

Czas podsumować wczorajsze święto. Nie licząc czasów podstawówki, kiedy wciskano mnie w jakieś apele i akademie z tejże uroczystości, jedynym akcentem patriotycznym w moim otoczeniu jest brzdękanie orkiestry pod oknem, idącej na mszę do kościoła. Wiadomo - Bóg, Honor, Ojczyzna (dać na tacę, nie brać reszty, pooglądać Złotopolskich). Raz w czas mogę się też natknąć na jakiś ciekawy artykuł w internecie.
Wczoraj taką nietuzinkową i nieco kontrowersyjną perełką pochwalił się Onet.pl. Zamiast tradycyjnych, sztampowych i megalomańskich corocznych tekstów, można było przeczytać coś, co zmusza do myślenia. Zastanówmy się więc, co by było, gdyby Konstytucji nie było? Historyk, prof. Andrzej "Gdybacz" Chwalba z Uniwersytetu Jagiellońskiego uważa, że naród by się nie wykrwawił, nie doszłoby do kolejnych rozbiorów, że byłaby szansa "przeczekania" niewygodnej sytuacji politycznej i zapędów Katarzyny II - ówczesnej carycy Rosji, że wkrótce potem pojawiłby się Napoleon i historia Europy potoczyłaby się inaczej, itd. Ogólnie, cytuję: "W XIX w. weszlibyśmy jako jedno z największych państw kontynentu." Cóż. Nie ujmując wiedzy i zaciekłemu geniuszowi dedukcji Pana Profesora, ośmielę się jedynie zapytać: skąd ktokolwiek mógł wówczas wiedzieć, jak potoczy się historia? Czy przed wrześniem '39 sądziliśmy, że Hitler naprawdę nas zaatakuje, że dostaniemy cios w plecy i że sojusznicy odwrócą się do nas plecami?
Jakby nie patrzeć, Rzeczpospolita była w XVIII wieku jednym z najbardziej demokratycznych krajów świata, włączając w to nawet szlachtę. Pomijając oczywiście fakt, że w ciągu 150. lat z największego państwa w Europie i jednej z największych potęg, staliśmy się rozdartym wewnętrznie zbiorowiskiem powiacików, właśnie dzięki szlachcie. Nasz kraj zawsze był liberalny, wystarczy tylko przytoczyć średniowiecze, kiedy zagrożeni stosem "heretycy" szukali schronienia u nas. Polacy dali wyraźny sygnał światu, że czas skończyć z "widzimisię" przekupionych lub nieogarniętych posłów, wykorzystujących Liberum Veto i wprowadzić zasadę równości dla wszystkich. Pewne sprawy można było lepiej przemyśleć. Przewidzieć niektóre możliwe konsekwencje. Ale z drugiej strony, czy aby na pewno? Przecież nie siedzieli tam sami nowicjusze i chłopstwo. Chyba rozpatrzyli wszelkie "za" i "przeciw"? Myślę, że gdybyśmy teraz byli w podobnej sytuacji, postąpilibyśmy tak samo, jak nasi przodkowie.
Lubię czytać rzeczy, które burzą w jakimś stopniu ogólnie przyjęty wzorzec myślenia. Jednak, jeśli chodzi o "gdybanie" w temacie przeszłości, najlepiej zachować spory dystans. Przeszłość to taka teraźniejszość, która umarła. Można popatrzeć, ale lepiej się nią nie bawić, bo zacznie śmierdzieć.
Z innej beczki. Dziś matury z polskiego. Z sentymentu popatrzyłem sobie na swój arkusz z 2005 r. Zabawne, ale pisałem wtedy na temat bardzo zbliżony do tego, który tutaj poruszyłem, a mianowicie: "Jaki obraz Polaków XVII wieku wyłania się z "Potopu" Henryka Sienkiewicza? (...)". Dwa świetne i bardzo wymowne fragmenty, pokazujące polaków w dwóch skrajnie różnych osądach. Polecam zajrzeć tutaj (PDF).
Subskrybuj:
Posty (Atom)

